Zrobiła nam wielką przykrość. Recenzja książki „Wczoraj byłaś zła na zielono” Elizy Kąckiej

Nagrody literackie nie są dostatecznie kulturotwórcze, są niemiarodajne, bywają tendencyjne – to najczęstsze zarzuty kierowane w stronę wyróżnień literackich. Dyskusje na temat nagród często przeradzają się w internetowe wojenki, które najczęściej prowadzą do uproszczonego wniosku, że nagroda literacka nie ma dziś znaczenia. Czy tak jest również w przypadku powieści Elizy Kąckiej, przed rokiem uhonorowanej Nagrodą Nike? Pojawienie się autorki wraz z główną bohaterką „Wczoraj byłaś zła na zielono” na finałowej gali wydaje się jasnym sygnałem. Nagroda to zwycięstwo, nawet jeśli nie rynkowe, to zwycięstwo Rudej.

Auto-fikcja

Nowa książka Kąckiej, autorki „Elizji”, „Po drugiej stronie siebie” czy „Strefy zgniotu”, wpisuje się w popularny w ostatnich latach nurt prozy autobiograficznej. Podobnie jak Marcin Wicha w „Rzeczach, których nie wyrzuciłem”, Patryk Pufelski w „Pawilonie małych ssaków” czy Mira Marcinów w „Bezmatku”, autorka decyduje się na literacki ekshibicjonizm. Pisarka odsłania prywatną historię rodzinną, która to zostaje jednak potraktowana lekką warstwą literackiego kamuflażu. W książce autorka skupia się na łączącej ją relacji z córką, nazywaną w tekście Rudą (ale nie tylko, gdyż imiona i ksywki nie są bez znaczenia, nie są też stałe). Oprócz tych dwóch bohaterek do opowieści wkrada się jeszcze jedna – jest nią neuroatypowość.

Neuroatypowość nie jest we „Wczoraj byłaś zła…” ani antagonistką, ani adwersarką Rudej. To ona sprawia, że bohaterka jest wyjątkowa. Niezwykła. Ale czasem również trudna, zwłaszcza wówczas, gdy „mowa mija się z ciałem” (WBZZ, s. 263). O ile Marcinów czy Wicha skupiali się na relacji z własnymi rodzicami, pisząc z perspektywy dorosłego dziecka, o tyle Kącka podąża w odwrotnym kierunku. Opowiadając o łączącej ją relacji z córką – a zarazem ze światem – decyduje się w głównej mierze na narrację z perspektywy matki. Spojrzenia matki i córki na świat bardzo rzadko zatrzymują się na wspólnym punkcie. Jak wyznaje narratorka: „[Ruda – przyp. P.O.] nieraz dała mi do zrozumienia, że mam bilet do świata łatwych słów i zdań. Bilet, którego jej odmówiono. Brak mi już zaufania do mowy. Zrobiła nam wielką przykrość” (WBZZ, s. 263). Wyczerpanie języka stanowi jeden z problemów, który od pierwszych stron zarysowuje się w książce autorki „Strefy zgniotu”. Tradycyjny sposób komunikacji, jakim jest rozmowa, nie wystarczają. Słowa i ich sensy stają się niewystarczające do wyrażenia świata dziecka, co narratorka odkrywa wraz z czasem.

W podróży znaczeń

Ten z fragmentów książki, który szczególnie zapada w pamięć, to podróż metrem. Podobnie jak dla Rudej i jej matki podróż podmiejską kolejką nie jest tylko przebyciem drogi z punktu A do punktu B, podobnie „Wczoraj byłaś zła…” nie jest opowieścią przeprowadzoną w sposób liniowy, chronologiczny. Proza Kąckiej przypomina momentami pamiętnik, innym razem – zebrane z biurka notatki, zrzucone w tylko mniej więcej uporządkowaną stertę. Epizodyczność może nastręczać lekturowych trudności. Przy tym posiadany przez Kącką bilet do świata łatwych słów nie sprawia, że język jej prozy jest ubogi. Przeciwnie – każde słowo jest wycyzelowane, dobrane nieprzypadkowo. Sączy się powoli, często uderzając w czytelnika z rozmysłem.

„Wczoraj byłaś zła…” śmiało nazwać można studium macierzyństwa i opieki nad dzieckiem. To opowieść o bólu matki, a najmocniej boli „czas. Czekanie, utrata. Lęk o dziecko i bunt, że zostało się oszukanym. Że trudno uratować tego drugiego. I trudno uratować siebie przed połknięciem. Boisz się, że utonie wszystko” (WBZZ, s. 153). Jednak ostatniej książki prozatorskiej Kąckiej nie można zamknąć jedynie w katalogu historii o rodzicielstwie. To również opowieść o współczesności, która w ocukrowanych kadrach mediów społecznościowych, przekonuje o swojej otwartości, różnorodności i tolerancji. Kiedy zaś zdrapiemy powierzchowny lukier, odsłonimy świat, w którym wciąż żywe pozostają uprzedzenia, dyskryminacja i nietolerancja:

Co ona robi? Ona jest normalna? – dziewczynki też miały swoje rytuały w komentowaniu rzeczywistości. Rytuały o skutku odwrotnym do codziennych spektakli Niebojaka. Odpędzały nimi demony inności, czyli wszystkiego, co odstaje i nie powtarza za nimi (WBZZ, s. 72).

Kącka opowiada o tym kilkukrotnie, przywołując historie przedszkolno-szkolne, ale też szereg dobrych rad, komentarzy rzuconych w locie, które w narratorkę wbijają się jak ostre szpile. Stąd „Wczoraj byłaś zła na zielono” Elizy Kąckiej nie jest książką, którą należy przeczytać dla samej nagrody. To książka dla czytelniczek i czytelników niepozbawionych empatii, dysponującymi dużymi zasobami czułości. Gdy trafia na podatny grunt – dotyka do żywego.

Bibliografia:

Eliza Kącka, „Wczoraj byłaś zła na zielono”. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2024. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Cześć,

nazywam się Patryk Obarski i od niemal dekady zajmuję się książkami. Tworzyłem bloga, byłem dziennikarzem literackim, obecnie uczę, redaguję książki (najczęściej kulinarne) i prowadzę warsztaty o literaturze. Krytycznoliteracki.pl to mój nowy projekt, w którym chcę dzielić się swoją pasją do literatury.

Wyszukaj